wtorek, 15 maja 2012

por. Mk 10,45


Miałam posprzątać. Po prostu, zaprosiłam gościa. Popatrzyłam na mieszkanie i wiedziałam już – trzeba w końcu zrobić tutaj porządek. Zaczęło się od zwykłego ścierania kurzu, ale potem okazało się, że książki na półkach też wymagają uporządkowania. W szafie zimowe ubrania domagały się spakowania i zrobienia miejsca lżejszym strojom. Potem umyłam okna, pojaśniało, zawiesiłam więc świeżo wyprane firany. Odsunęłam kanapy, wymiotłam kurz zza regałów. Wstawiłam zmywarkę, umyłam lodówkę, wyszorowałam wannę i kabinę prysznicową. Niecierpliwie rozglądałam się dookoła, bo kiedy kończyłam jedną część pracy, pojawiało się coś nowego.  Spojrzałam na zegarek. Pobladłam. Mój gość powinien tu być dobrych kilka godzin temu. Wyjrzał z kuchni ze ścierką w ręku, uśmiechając się do mnie serdecznie i biorąc w swoje ramiona.

„Jak to dobrze, że zaprosiłaś mnie do siebie!”.

To właśnie usłyszałam. Zawstydzona spuściłam wzrok. Król królów, Pan panów, sprząta moje życie dużo gorliwiej ode mnie. On widząc moje zakłopotanie, przypomniał:

„Nie przyszedłem po to, aby mi służono, ale aby służyć. 
Aby służyć i dać swoje życie za okup za wielu.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz