Koszmarny dzień, koszmarny wieczór, koszmarna noc, koszmarny poranek i tak nieustannie. W mojej głowie jeden wielki mętlik - już nawet nie szukałam źródła problemów, już nawet nie próbowałam ich jakoś ponazywać. Z moich ust wydobywało się tylko: "Jezusie Synu Dawida, ulituj się nade mną".
Nagła myśl. Podczas lekcji. Szybko wysłałam prośbę. Zwykły sms. Do jednego z przyjaciół, którzy są mi bliscy, i jest to szczególna więź. Więź Jezusowa. Taka szczera i wierna. "Odpowiedz!" mówiłam w myślach: "Odpowiedz". Spojrzałam na telefon. Nowa wiadomość:
"Dziecko Moje, Ja zawsze jestem z Tobą - mówi Pan..."
Chwilę potem usłyszałam wśród gwaru przerwy śniadaniowej pytanie: "Dlaczego pani płacze?"
Uśmiechnęłam się, ocierając ukradkiem wielkie łzy: "To po prostu ze szczęścia, słońce, ze szczęścia".
Dziękuję Ci Boże, że jesteś ze mną zawsze.
Dziękuję Ci, że walczysz o mnie.
Dziękuję Ci, że uczysz trwania, które staje się moim świadectwem wiary.
Dziękuję Ci, za tych, którzy znajdują radość w bezinteresownym dawaniu.
Dziękuję, że nazywasz mnie Swoim dzieckiem.
Dziękuję Ci za te dwie, ogromne łzy - dzięki nim, wiem, że nadal jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz