Byłam już zmęczona. Po prostu - zmęczona. Zmęczona tym, że nic nie czuję. Zmęczona tym, że patrzę i nie widzę. Zmęczona tym, że choć słucham, nic nie mogę usłyszeć. Moje serce stało się zimne. Widziałam łzy, i stałam bezradna. Śmiech wypełniał przestrzeń, a ja odpowiadałam tylko zdawkowym uśmiechem. Czułam, że unoszę się na powierzchni, a żeby zobaczyć to co najpiękniejsze, rafy koralowe, piękne ryby i morskie stworzenia, potrzebuję zanurzyć się głębiej.
Zaczęłam prosić. Zdobyłam się na odwagę, by głośno o tym powiedzieć, chociaż już nawet nie bałam się odrzucenia. Za dużo. Za daleko zabrnęłam. Potem powiedziałam, jak bardzo tęsknię za tym darem, którym Pan Bóg tak hojnie mnie obdarowywał - darem towarzyszenia, współodczuwania, rady, mądrości, wsparcia. Zostało mi tylko marne trwanie, przy tych wszystkich, których Pan Bóg stawiał na mojej drodze. I tych ludzi, też nagle jakby było mniej. Kiedy pierwsze łzy mojej bezradności spływały po moich policzkach, zdałam sobie sprawę, że muszę przestać się obwiniać, i zacząć prosić, żeby dobry Bóg, zaczął zmieniać moje serce. Usłyszałam: Pan Bóg uczy nas, jak nie polegać tylko na sobie. Teraz już widzisz, że to całe dobro, jakie rozdawał przez twoje ręce, nie było z ciebie i nie było twoje. Dał ci udział, w tym co najlepsze i w tym co z Niego.
Moja modlitwa tamtej nocy stała się jakaś inna. Otworzyłam Słowo: "Idź, twoja wiara, cię uzdrowiła". Uwierzyłam. Po prostu uwierzyłam.
Kiedy odebrałam telefon. Sama nie rozumiałam dlaczego z moich ust padały takie słowa, a nie inne. Kiedy rozmowa dobiegła końca, mogłam tylko iść i płakać. Kiedy cały ból i cierpienie tej osoby oddałam Panu, zrozumiałam nagle, że wszystko się zmieniło. Moje serce bije. Ja żyję. Znów żyję.
Pytałam Pana, jak służyć innym. Jak dawać siebie. Odpowiedź usłyszałam przez słowa kapłanów w trakcie Eucharystii i na Drodze Krzyżowej.
Dać siebie do końca - nawet jeśli Pan Bóg chce mnie poprowadzić tam, dokąd ja nie chcę.
Chcę miłosierdzia, a nie ofiary.
Ten post, jest inny, wiem. Zbieram myśli. Żeby znów mnie było mniej, a JEGO więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz